O autorze
Bartłomiej Krawczyk, wielbiciel nauki, a w szczególności geologii. Researcher ciekawostek naukowych, którymi uwielbia się dzielić i aktywny bloger.
Fascynują go wulkany, kataklizmy naturalne, najbardziej niedostępne zakątki Ziemi, Kosmos i jego sekrety oraz siła ludzkiego umysłu, która pcha nasz świat
do przodu. Pod adresem wulkanyswiata.blogspot.com prowadzi pierwszy polski popularnonaukowy blog o wulkanach i zjawiskach pokrewnych. Lubi horror i ciężkie brzmienia. Od czasu do czasu będzie zamieszczał recenzje filmowe i muzyczne.

Na półmetku 100 wulkanów [wywiad]

Wulkan Anak Krakatau, Cieśnina Sunda, Indonezja
Wulkan Anak Krakatau, Cieśnina Sunda, Indonezja Grzegorz Gawlik
Z wykształcenia prawnik. Lubi wulkany, wysokie góry, minerały i ekstremalne wyzwania. Jest jednym z nielicznych polskich podróżników i wspinaczy, w których drzemie pasja odkrywania i docierania do miejsc związanych z aktywnością wulkaniczną, które są potencjalnie niebezpieczne, toksyczne i słabo zbadane. Choć wspina się także na zwykłe góry jego głównym celem są wulkany (zarówno wygasłe, drzemiące, jak i aktywne). Był już na 51 wulkanach rozsianych po różnych kontynentach i ma apetyt na więcej. Rozmawiam z podróżnikiem i eksploratorem wulkanów Grzegorzem Gawlikiem o jego projekcie i nietypowej pasji.

Dlaczego akurat wulkany stały się twoim żywiołem? Co jest w nich tak pociągającego, fascynującego?

Interesuje mnie znacznie więcej żywiołów, ale rzeczywiście wulkany stały się moim znakiem rozpoznawczym. Okazało się bowiem, że prawie nikt się nimi nie interesuje i nie realizuje tak ogromnego i karkołomnego projektu jak 100 WULKANÓW.

Najbardziej fascynują mnie te najbardziej aktywne wulkany. Kocham ich niestabilność, nieprzewidywalność, ryzyko erupcji w każdej chwili. Groźne, surowe, mroczne, trujące - uwielbiam je za to. Do tego ta moc i wpływ na całą planetę. Wielkie erupcje mogą trwale zmienić klimat Ziemi, unicestwić żyjące gatunki. Potrafią tworzyć lądy, niszczyć je, zmieniać wysokość gór, modyfikować krajobraz.

Czasami myślę sobie, że jakbym urodził się pięćset lat wcześniej, dużo łatwiej byłoby mi odkrywać naszą planetę, bo byłbym jednym z pierwszych. Innym razem uświadamiam sobie, że gdybym urodził się pięćset lat później, pewnie swobodnie mógłbym polecieć w kosmos, na Księżyc, a może nawet na inną planetę, nie będąc zawodowym astronautą. Wulkany zastępują mi kosmos, bo swoją egzotyką scenerii, przypominają fragmenty pozaziemskich części Układu Słonecznego.



Kiedy i w jakich okolicznościach narodził się twój projekt 100 Wulkanów?

O aktywnych wulkanach zawsze marzyłem, tylko były tak odległe. Dużo łatwiej było zasmakować lodowców i gór wysokich, niż siarkowodoru wydobywającego się z krateru aktywnego wulkanu. Zawsze jednak wierzyłem, że cel swój osiągnę. Do tego czasu przemierzałem płonące śląskie hałdy, które imitowały mi wulkany. Zaś w mojej pasji kolekcjonowania minerałów upodobałem sobie te, które mogłem znaleźć w skałach pochodzenia wulkanicznego, jak porfir, melafir, tufy, diabaz, andezyt czy bazalt. Oczywiście odwiedziłem też wszystkie miejsca związane z wulkanizmem w Polsce, a zanim wymyśliłem projekt, wszedłem na najwyższą kaukaską górę - Elbrus Zachodni 5642m. Wtedy jednak bardziej traktowałem ją górsko, a po rozpoczęciu projektu wybrałem się na nią ponownie, ale już jako na wulkan.

Sam projekt zrodził się w 2006 roku na dnie krateru wulkanu Khorgo w Mongolii. Wygasłego, ale na tyle młodego, że atmosfera była mocno wulkaniczna. Pomyślałem wtedy, że czas moje marzenia zacząć realizować, ale by nie było za łatwo, nie na kilku wulkanach ale na stu. Nie zdawałem sobie wtedy sprawy z tego, jak ekstremalnie trudny projekt sobie wymyśliłem. Trudny pod każdym możliwym względem. Uwielbiam jednak wyzwania i mimo początkowych obaw, że chcę osiągnąć coś niemożliwego, nie poddałem się. Dzisiaj, po 11 latach, przekroczyłem półmetek.



Kto zaszczepił w tobie pasję do podróżowania i wspinaczki? Czy pamiętasz swoje pierwsze samodzielne wejście na szczyt?

Pasję do gór i podróży zaszczepiła mi moja mama. A że miała do mnie zaufanie, to już w szkole podstawowej samodzielnie chodziłem po Tatrach, innych polskich górach, jak również po górach słowackich i czeskich. Z każdym rokiem starałem się, by było trudniej, ciężej, wyżej.

Zbierasz kawałki skał i minerały. Z posiadania których okazów jesteś najbardziej dumny?

Od zawsze pasjonowała mnie geologia i od zawsze kolekcjonowałem minerały. Studiowałem książki, jeździłem wszędzie z plecakiem oraz geologicznym młotkiem, przywożąc każdorazowo od kilku do dwudziestu kilogramów próbek. Na początku szkoły średniej miałem ponad 250 odmian skał i minerałów oraz około 1500 okazów. Tych dla mnie ważnych jest sporo. Jednych szukałem przez ileś dni, prawie tracąc nadzieję, inne, wielokilogramowe wiozłem przez pół świata. Bardzo lubię grupę minerałów zwanych granatami, zaliczaną do krzemianów. Fascynują mnie też minerały promieniotwórcze. Jeden z nich - uraninit - doprowadził Marię Skłodowską-Curie do odkrycia polonu i radu, za co otrzymała drugą nagrodę Nobla.



Jako pierwszy odkryłeś i gruntownie zbadałeś najwyżej położone jeziora na Ziemi znajdujące się na wulkanie Ojos del Salado. Czy możesz je pokrótce opisać? Jakie uczucia, emocje towarzyszą dotarciu do miejsc, które wcześniej nie były praktycznie przez nikogo eksplorowane?

Skrajne zmęczenie, mało tlenu, ogromna koncentracja, by wykonać wszystkie wyznaczone sobie zadania. Nic nie pominąć, bo trudno będzie tam wrócić. Radość przychodzi po zejściu z góry, a uświadomienie sobie takiego osiągnięcia przychodzi z czasem, powoli.

Te jeziora były dodatkiem do czegoś ważniejszego jeśli chodzi o projekt 100 wulkanów. Mianowicie chciałem znaleźć dowody czy wulkan Ojos del Salado 6896m, najwyższy na świecie, dodatkowo zasługuje na miano najwyższego aktywnego, jak twierdzą niektóre źródła. Poszukując tej aktywności na wysokościach ponad 6000m, chciałem zobaczyć jezioro znajdujące się na wysokości 6395m, które uchodziło dotąd za najwyżej położone na świecie. Udało się to osiągnąć, a przy okazji zidentyfikować siedem jezior na wysokościach znacznie przekraczających 6000m, z których trzy okazały się położone wyżej, odpowiednio na wysokości: 6415m, 6460m, 6510m. To środkowe jest o tyle ciekawe, że zasilane jest nie tylko z lodowca i sporadycznych opadów atmosferycznych, ale także termalnymi wodami z pola geotermalnego. Największe z całej siódemki znajduje się na wysokości 6350m. Sześć z nich jest po stronie argentyńskiej, jedno, to na wysokości 6460m, po stronie chilijskiej. Wszystkim nadałem własne robocze nazwy.

Ostatecznie udało się ustalić także jak ma się sprawa z aktywnością Ojosa del Salado. Oprócz trzykrotnej wizyty na wierzchołku, po obu stronach granicy, dotarłem do najwyżej położonego pola geotermalnego na świecie, na wysokości około 6500m i odnalezione tam solfatary pozwoliły stwierdzić, że wulkan zasługuje co najwyżej za uznanie go jako uśpiony. A obecnie na miano najwyższego aktywnego wulkanu na świecie zasługuje Llullaillaco 6755m, który jest położony kilkaset kilometrów na północ, na granicy chilijsko-argentyńskiej. Udałem się na niego zaraz po Ojosie del Salado. W tym rejonie osiągnąłem jeszcze kilka innych ciekawych rzeczy jak zdobycie trzech najwyższych wierzchołków drugiego wulkanu świata - Pissis, mających wysokość w przedziale 6795-6800m, wędrówka po największym lodowcu tej części Andów - Glaciar de los Argentinos. Obejrzałem kalderę del Inca Pillo, w której znajduje się najwyżej położone jezioro kalderowe na świecie (lustro wody na ok. 5200m) i zobaczyłem niezwykły kilkumetrowy stożek mineralny ze źródłem w środku, być może pozostałość gejzeru - El Volcancito (ok. 4200m).





Na Ziemi mamy mnóstwo słabo zbadanych bądź w ogóle niezbadanych miejsc np. sub-antarktyczne wyspy, głębiny oceaniczne, nieprzebyte dżungle, ukryte jaskinie, niektóre wulkany i wyspy wulkaniczne. Lubię je nazywać białymi plamami geograficznymi. Dlaczego takie miejsca są kuszące dla odważnych i zdeterminowanych podróżników, naukowców, wspinaczy?

W społeczeństwie zawsze była garstka ryzykantów, opętana chęcią poznawania tego co nieodkryte, nie zbadane. Posuwania ludzkości do przodu. I marząca o sławie odkrywcy.

Tylko paradoksalnie, kiedyś takie wielkie rzeczy było robić łatwiej niż dzisiaj. Finansowo angażowały się w to państwa, najbogatsi mieszkańcy. Obecnie, przeciętny człowiek może docierać w miejsca czy robić rzeczy, do niedawna zarezerwowane dla najwybitniejszych eksploratorów albo badaczy, że podam przykładowo wspinanie się w Himalajach albo przemierzanie Amazonii. Jednakże, dużo trudniej niż kiedyś pozyskać środki finansowe na robienie rzeczy wielkich. Poniekąd dlatego, że jak sam wspomniałeś, do eksploracji zostały najtrudniej dostępne fragmenty naszej planety, a to kosztuje.

Niektórzy traktują himalaizm bądź zdobywanie czynnych wulkanów jako niepotrzebną i kosztowną pasję, z której nie ma pożytku. Co odpowiedziałbyś takim osobom?

Że mają bardzo dużo racji. Rozróżnienie tego co jest wartościowe, a co jest jedynie prywatną fanaberią, tkwi w szczegółach. Niestety mało komu spośród oceniających, chce się zastanowić nad tym i dokonać rzetelnej oceny. Obecnie, wejście klasycznymi drogami na Mount Everest czy na wierzchołki zaliczane do Korony Ziemi, nie jest niczym innym jak prywatną zabawą za duże pieniądze. Znaczna liczba osób tego dokonała i nie ma w tym nic co stanowiłoby większą wartość. Natomiast osiągnięcie wierzchołków nowymi drogami w odpowiednio dobrym stylu albo połączone z badaniami naukowymi, zawiera w sobie ciągle coś wartościowego nie tylko dla osób wspinających się. Jest w tym pierwiastek przełamywania ludzkich barier, poznawania czegoś nowego. Sam hobbystycznie wspinam się w górach wysokich, ich lista jest całkiem długa, ale większość dokonań traktuję jako moją prywatną zabawę, naukę, trening. By mój wulkaniczny projekt był czymś więcej, miał wartość eksploracyjną i naukową, stworzyłem jego określone założenia, skomplikowane i utrudniające osiąganie celów. Wieloletni plan, różnorodność wulkanów i miejsc, szukanie tych, gdzie mogę coś zrobić - odkryć albo zbadać - jako pierwszy człowiek w historii, pierwszy Polak. To stanowi kwintesencję projektu. Interesuje mnie wszystko co związane z wulkanizmem, a osiąganie szczytów, nie zawsze ma pierwszorzędne znaczenie. Pomagają mi w tym wszystkim moje wady charakteru: perfekcjonizm, zasadniczość, nieumiejętność odpuszczania i przesadna pewność siebie, że na pewno się uda.

Opisz krótko przykładowe sytuacje związane z wulkanami, w których otarłeś się o śmiertelne niebezpieczeństwo. Czego należy się w przypadku wulkanów wystrzegać?

Na tych bardzo aktywnych wulkanach, często wybuchających, zagrożenie występuję cały czas. Gazy wulkaniczne są trujące, bywa że ze względu na ich ilość, nie ma atmosfery do oddychania. Z kolei ekshalacje wulkaniczne potrafią mieć kilkaset stopni Celsjusza, więc trzeba uważać. Lawa nawet kilka lat po wydobyciu się z wulkanu potrafi utrzymywać temperaturę, pod zastygłą skorupą, znacznie przekraczającą sto stopni Celsjusza. Wstrząsy sejsmiczne mogą powodować lawiny skalne, pękanie skał, a w jaskiniach wulkanicznych, może w każdej chwili zawalić się strop.

Jeśli chodzi o przykłady niebezpiecznych wydarzeń, oto kilka z nich. Wybuchy w kraterze wulkanu Popocatepetl (Meksyk), gdy przebywałem na jego skraju. Upadki do kraterów i zjazdy z lawinami złożonymi z sypkiego materiału piroklastycznego m.in. na wulkanie Khorgo (Mongolia), Soputan czy Anak Krakatau (oba w Indonezji). Problemy z nieszczelnością maski przeciwgazowej pomiędzy spowitymi w gazach kraterami szczytowymi Etny (Włochy). Podczas samotnej wspinaczki w warunkach zimowych wpadłem do szczeliny lodowcowej na kaukaskim Kazbeku (Gruzja/Rosja). Na wulkanie Villarrica w północnej Patagonii (Chile) zjechałem dwieście metrów skalno-lodowym żlebem. Na wulkanie Pissis (Argentyna), na wysokości około 6800m, zaatakowała mnie burza śnieżna, a uderzające w wierzchołek pioruny, dotarły także do mnie.

Z innych, dosyć często spotykanych niebezpieczeństw, wymieniłbym: huraganowe wiatry i skrajnie niskie temperatury powodujące odmrożenia. Kruche skały i urwiska, spadające z wielką prędkością głazy. Spalone włosy, czy stopione ubranie. Problemy z dostępem do wody pitnej i niezamieszkane pustkowia wulkaniczne, gdzie drobna kontuzja stanowi śmiertelne niebezpieczeństwo. W ciepłych regionach - dzikie zwierzęta - te duże i te jadowite, do tego choroby tropikalne. Burze śnieżne i tajfuny. Ryzyko choroby wysokogórskiej na najwyższych wulkanach (choćby w masywie Ojosa del Salado najwyższy nocleg miał miejsce 6820m n.p.m.).





Które z tych licznych wulkanów, które zdobyłeś szczególnie zapadły ci w pamięć pod względem estetycznym bądź badawczym? Czy jest jakiś wulkan z tych już zdobytych, który chciałbyś w przyszłości ponownie odwiedzić?

Trudne pytanie, bo w przypadku każdego wulkanu mógłbym wspomnieć o czymś dla mnie fascynującym. A jest ich już ponad pięćdziesiąt i prawie setka innych miejsc związanych z wulkanizmem. Pod względem badawczym niezwykle cenny jest dla mnie Ojos del Salado 6896m, pierwsze polskie wejście na wulkan Popocatepetl 5424m, gdy trwała seria erupcji, dostarczyło silnych emocji. Przebywanie na dnie krateru bardzo niebezpiecznego wulkanu Anak Krakatau ok. 320m, gdzie przy życiu trzymała mnie tylko maska przeciwgazowa i brak erupcji w tym momencie. Dotarcie do obydwu miejsc słynnej erupcji z 2010 roku wulkanu Eyjafjallajökull ok. 1640m i na najwyższy punkt krateru wulkanu Oraefjökull - Hvannadalshnukur 2119m, przykrytego ogromnym lodowcem Vatnajökull (oba Islandia). Czy wędrówka po powierzchni superwulkanu Yellowstone (USA), ze świadomością, że kilka kilometrów pod moimi stopami znajduje się ogromna komora płynnej magmy.

Co do twojego drugiego pytania, mógłbym wrócić na każdy z eksplorowanych wulkanów, wszystkie są ciekawe. Lecz pierwszeństwo mają nowe wyzwania.



Czy możesz zdradzić które miejsca aktywności wulkanicznej chciałbyś w przyszłości potencjalnie eksplorować? Czy masz jakiś wymarzony wulkan, do którego dotarcie w przyszłości byłoby szczególnym wyzwaniem?

Jest wiele wspaniałych ale trudno dostępnych - ze względów finansowych - wysp wulkanicznych jak na przykład Aleuty. Solidna eksploracja wulkanów Antarktydy z pewnością jest wyzwaniem. Pacyficzny Pierścień Ognia, już kilka razy przeze mnie odwiedzany, ciągle kryje wiele wspaniałych wulkanów. Wulkany Kongo są interesujące, lecz niestabilna sytuacja polityczna tego regionu, nie ułatwia zorganizowania wyprawy. Z kolei do eksploracji wulkanów Kamczatki, zniechęcają mnie rosyjskie regulacje wizowe, bo wiza na 30 dni jest stanowczo za krótka na moje potrzeby. Nie mniej, tak naprawdę wszystkie tereny wulkaniczne na świecie mnie interesują, z naciskiem na te aktywne.

Czy chciałbyś aby ktoś w przyszłości poszedł w twoje ślady? Czy dostajesz od innych osób informacje o zdobytych przezeń wulkanach? Dużo ludzi ci kibicuje?

Dostrzegam, że rodzi się moda na wulkany, nawet na turystykę wulkaniczną. Coraz więcej osób ma okazję zobaczyć wulkan z bliska czy wejść na niego. Niektórzy informują mnie o tym przy różnych okazjach.

Jeszcze przynajmniej kilka pokoleń będzie miało co robić na wulkanach, by je lepiej poznać. Życzyłbym sobie tylko, żeby moi naśladowcy podchodzili do tego tak samo ambitnie i wymagająco względem siebie jak ja. Bo tylko wtedy są prawdziwe sukcesy.

Kibiców tego co robię przybywa z każdym rokiem, za co im bardzo dziękuję. Raz, bo to miłe, dwa, bo jeszcze bardziej dopinguje.

Wspinałeś się nie tylko na wulkany. W jakim kierunku zmierza alpinizm? Co myślisz o komercjalizacji wspinaczki na najwyższe szczyty? Czym są dla ciebie góry?

Postępujący proces komercjalizacji w górach wysokich wydaje się nieunikniony. Dostrzegam pewne wady tych zmian. Zbyt duża liczba ludzi w górach, zbyt dużo ułatwień i skrajne ukierunkowanie lokalnych mieszkańców tylko na osoby z grubym portfelem. Konsekwencją tego jest tworzenie sztucznie zawężonych sezonów wspinaczkowych jak na Aconcagui w argentyńskich Andach czy konieczność obowiązkowego wykupienia usługi turystycznej jak na Kilimandżaro w Tanzanii albo horrendalnie opłaty za prawo wspinaczki na popularne szczyty jak w nepalskich Himalajach. Za niezastosowanie się do tych nakazów grożą wysokie kary i wrogość miejscowej ludności. Ktoś taki jak ja, który lubi robić wszystko samodzielnie, powoli staje się wrogiem, osobą niemile widzianą w górach. Dochodzi nawet do ataków na takie osoby, bo nie dały zarobić miejscowej ludności. Bardzo to smutne. Jeszcze nie tak dawno, tego typu śmiałków traktowano jak bohaterów, podziwiano, a dzisiaj uważa się, że psują rynek.

Brutalna komercjalizacja gór to nie jedyny problem współczesnych czasów. Nie mniejszym jest nieumiejętność oceny wartości górskich dokonań. A nawet coraz częstsze celowe ich zawyżanie względem rzeczywistości czy wręcz oszukiwanie. Prawie każdy ma tendencję gloryfikowania swoich górskich zdobyczy, nawet jak na szczycie przed nim było już kilka czy kilkadziesiąt tysięcy osób. Jak rozmawiam z kolegami wspinaczami, którzy swoje największe sukcesy odnosili na przykład w latach 50-70-tych XX wieku, potrafią powiedzieć wprost. Tu zabrakło mi 50 metrów do szczytu, tam pomyliłem przedwierzchołek ze szczytem głównym. Dzisiaj mało kto, by się na to zdobył, twierdząc - oczywiście że byłem na szczycie, tym właściwym.

Jest jeszcze parę ciekawych rzeczy do zrobienia w alpinizmie, chociaż najczęściej w masywach gór mało znanych przeciętnemu człowiekowi i budzących zainteresowanie jedynie u wąskiej grupy zapaleńców.

A góry kocham, od zawsze i na zawsze.



Zauważyłem że lubisz się dzielić swoimi doświadczeniami z podróży i wypraw górsko-wulkanicznych na swojej stronie. Choć z reguły wspinasz się samotnie, czasami jeździsz z grupami, jako kierownik. W jaki sposób najskuteczniej zmotywować kogoś do zdobycia szczytu? Jak radzisz sobie z sytuacjami kryzysowymi w trakcie wspinaczki?

Lubię pisać, to jest moja forma relaksu. A że dostępność do Internetu stała się powszechna, nie muszę pisać do szuflady. Zwłaszcza, że warto się podzielić tym co robię. Strona www.grzegorzgawlik.pl jest dosyć młodą inicjatywą, w szufladzie, czyli na płytach i twardych dyskach komputerów, mam dziesiątki tysięcy stron zapisków. Może kiedyś znajdę czas wydobyć je na światło dzienne?

Gdy wyruszam, przełączam się na tryb wyprawowy, w którym nie ma miejsca na kryzysy ani na odpuszczanie. Bez względu na trudności i zmęczenie prę do przodu. Dlatego na te najcięższe wyprawy jeżdżę sam, bo wiem, że dam radę. Gdy trzeba mogę iść 48 godzin bez przerwy, nie jeść, nie spać. Duże wysokości mi nie straszne. Lubię samotność i być panem swojego losu. Ale szkoda, by moja wiedza i doświadczenie się marnowało, dlatego coraz częściej jeżdżę z grupami. Nawet kolejny raz odwiedzając to samo miejsce, zawsze coś ciekawego się dzieje, coś nowego zauważę. I mogę grupie opowiedzieć o wulkanach, pokazać lawę obsydianową albo krater pasożytniczy. Przy czym podróżuję też dużo po regionach nie mających nic wspólnego z wulkanami.

Jeśli chodzi o motywowanie innych, nie mogę tobie tego zdradzić, bo istnieje ryzyko, że moje patenty przestaną działać. A są skuteczne :).



W jaki sposób dbasz o kondycję fizyczną? Jakie cechy charakteru powinien mieć dobry wspinacz i odkrywca?

Ani najlepszy sprzęt ani najlepsze przygotowanie fizyczne, nie zastąpią silnej psychiki oraz szeregu niezbędnych cech charakteru. Ponadto, żeby robić rzeczy ważne, trzeba nauczyć się zarządzać ryzykiem. By osiągnąć sukces, poziom ryzyka często jest maksymalny i trzeba nim tak miarkować, by była szansa wrócić żywym. Jednocześnie brak tego wszystkiego o czym przed chwilą wspomniałem, jest przyczyną, że coraz częściej słyszymy o porażkach różnych wypraw, niektórym nie udaje się seriami.

Będąc w ciągłym ruchu, regularnie wyjeżdżając, kondycja podtrzymywana jest automatycznie. Po latach udało mi się osiągnąć dobrą wydolność organizmu. Przetrenowanie jest dużo gorsze niż pewne braki kondycyjne. Na długich, skomplikowanych wyprawach, najwyższą formę muszę osiągnąć we właściwym momencie, a przed wyjazdem nie zrobić sobie krzywdy. Bardzo lubię leśne i górskie marsze, nierzadko z plecakiem wypchanym kamieniami albo w kilku warstwach ciepłych ubrań w lecie.

Trwa ładowanie komentarzy...