"Bestiariusz słowiański" pod lupą [wywiad]

"Bestiariusz Słowiański" Pawła Zycha i Witolda Vargasa, wydawnictwo Bosz
"Bestiariusz Słowiański" Pawła Zycha i Witolda Vargasa, wydawnictwo Bosz http://esensja.pl/obrazki/okladkiks/143984_bestiariusz-slowianski_400.jpg
Niespełna dwa tygodnie temu wpadł mi w ręce niesamowity leksykon "Bestiariusz słowiański" autorstwa Pawła Zycha i Witolda Vargasa - ze wszech miar urocze i klimatyczne kompendium diabłów, strzyg, wiłów, rusałek, wąpierzy, zjaw oraz innych fantastycznych istot ze słowiańskiej demonologii. Urzeczony głębią rysunków i humoreską opisów zawartych w "Bestiariuszu" postanowiłem przepytać jednego z jego autorów, Pawła Zycha, o to i owo.

Czy możesz się krótko przedstawić czytelnikom portalu naTemat.pl?


Nazywam się Paweł Zych, mam 32 lata i mieszkam w Poznaniu. Od 15 lat jestem komiksiarzem, od 10 architektem, a od 5 miłośnikiem polskiej (i słowiańskiej) kultury ludowej.

W jaki sposób wykrystalizowała się idea stworzenia "Bestiariusza słowiańskiego"? Do kogo jest adresowana ta książka?

Polska (słowiańska) kultura ludowa jest niestety słabo w naszym kraju znana i zdecydowanie niedoceniana. Zachwycamy się klasycznymi lekturami fantasy opartymi na mitologii germańskiej, skandynawskiej i celtyckiej. Za chwilę premiera „Hobbita”. Będziemy z wypiekami na twarzy obserwować zmagania Niziołków, krasnoludów, orków i trolli. A przecież nasze wąpierze, ćmoki, południce, biesy i strzygonie są co najmniej tak samo ciekawe! Warte by napisać o nich epopeję i ją sfilmować. Tylko skąd przeciętny Kowalski ma to wiedzieć?

Jest co prawda sporo wspaniałych książek na temat demonologii ludowej, ale prawie wszystkie one są opracowaniami naukowymi bądź popularnonaukowymi. Brak jest prac atrakcyjnych wizualnie, przystających do czasów kultury obrazkowej.

Postanowiliśmy z Witkiem wykonać mały krok w kierunku zmiany tego stanu rzeczy. „Bestiariusz słowiański” jest to leksykon stworów ze słowiańskich wierzeń ludowych. Każdy z ponad setki stworów został zilustrowany i krótko opisany. Teksty stworzono w oparciu o naukową literaturę tematu. Książka ma z założenia przede wszystkim działać na wyobraźnię poprzez obrazy. Powinien ją przeczytać każdy kto chce zobaczyć jak wyglądały stwory z wierzeń naszych przodków.

Jak nawiązałeś współpracę z Witoldem Vargasem, współautorem książki? Jak podzieliliście się Waszymi obowiązkami?

Bardzo sprawnie. Właściwie zadziwiająco sprawnie biorąc pod uwagę, że do czasu druku nigdy nie widzieliśmy się z Witkiem osobiście. Wszystko odbyło się bardzo naturalnie, widocznie nadajemy z Witkiem na tych samych falach. Poznaliśmy się na Digarcie (to taki portal gdzie rysownicy chwalą się pracami), polubiliśmy nawzajem swoje rysunki, Witek rzucił hasło, „Zróbmy bestiariusz słowiański ” i właściwie gotowe. Reszta to już była formalność (która zajęła nam ok. 1,5 – 2 lata). Jeśli chodzi o obowiązki to ja zebrałem materiały i napisałem tekst. Narysowałem też trochę ponad połowę ilustracji. Witek zrobił całą resztę.



Kiedy odkryłeś w sobie talent rysownika? Przedstaw czytelnikom swoje artystyczne dokonania. Gdzie można je zobaczyć?

W 1985 kiedy miałem 5 lat rodzice z trudem załatwili gdzieś i zainstalowali w moim pokoju piękną nową wykładzinę koloru krwistoczerwonego. Na drugi dzień narysowałem na niej (chociaż raczej należałoby powiedzieć „wyryłem”) węglem olbrzymią biedronkę. To pierwszy rysunek jaki pamiętam. I pierwsze lanie.

Aktualnie moje prace można oglądać np. w miesięczniku Fokus Historia, gdzie co miesiąc rysuję komiks do scenariusza S. Frąckiewicza.

Wcześniej było Grand Prix na Międzynarodowym Festiwalu Komiksu w Łodzi, album „Chomik zagłady” i sporo różnych pomniejszych publikacji.

W tym roku, oprócz „Bestiariusza słowiańskiego” ukazał się mój autorski komiks Infamis. Generalnie nie lubię wymieniać swoich „dokonań”, bo dla rysownika najważniejszą wizytówką jest chyba jego portfolio. Dlatego zachęcam do zwiedzenia mojego, na stronie: http://pawelzych.com/

O czym opowiada komiks "Infamis"?

Jest to historia szlachcica który przeszedł drogę odwrotną niż Andrzej Kmicic – czyli od bohatera do zera. Tłem dla fabuły jest Rokosz Zebrzydowskiego – czyli polska wojna domowa, która rozpoczęła burzliwy wiek XVII w Rzeczpospolitej Obojga Narodów.

Jakie są Twoje ulubione słowiańskie stwory z "Bestiariusza"?

Moje ulubione stwory to te najmniej znane, zupełnie zapomniane. Ich odkrywanie to była największa frajda. Ćmok, dobrochoczy, homen, kocmołuch to wspaniałe stwory, które powinni poznać absolutnie wszyscy miłośnicy fantastyki.



We wstępie zaznaczacie, że książka jest zaledwie skromną próbą uchwycenia bogactwa polskich wierzeń ludowych. Czy możesz pokrótce wspomnieć o niektórych stworach i maszkarach, które nie zmieściły się w książce?

Stwory umieszczone w Bestiariuszu są dość solidnym i kompletnym spisem istot z polskiej demonologii ludowej. Problem w tym, że dajmy na to dość popularny utopiec w różnych rejonach kraju wyglądał zupełnie inaczej, nosił regionalną nazwę, przejmował pewne zwyczaje mieszkańców danej ziemi. Dla ilustratora (i miłośnika fantasy) stwarza to gigantyczne możliwości. W zasadzie mógłby powstać osobny album tylko o „podgatunkach” utopców. I tak jest z większością istot występujących w „Bestiariuszu”. Należy więc traktować go jako kompendium, a nie kompletne i wyczerpujące temat opracowanie.

Dlaczego współczesna polska kultura tak rzadko odnosi się do starosłowiańskiej demonologii?

Myślę, że zgubne jest tutaj dążenie do „czystej słowiańskości”, do poznania przedchrześcijańskiej demonologii naszych przodków. A przecież nie istnieje coś takiego jak „stuprocentowa zawartość cukru w cukrze”. Nigdy nie poznamy starosłowiańskiej mitologii i demonologii pozbawionej naleciałości i wpływów. Po pierwsze Słowianie zawsze żyli obok rozwiniętych cywilizacyjnie sąsiadów i czerpali zapewne z ich kultury pełnymi garściami. Po drugie do naszych czasów dotrwały bardzo skromne źródła pisane na temat rodzimej demonologii. Jak stwierdził jeden z badaczy kultury S. Urbańczyk „historia badań nad religią Słowian jest historią rozczarowań”. Każda więc nawiązanie do rzekomo „czystej” i nieskażonej słowiańskiej kultury jest w większym lub mniejszym stopniu odtwórstwem i rekonstrukcją.

Tymczasem w polskiej kulturze ludowej przetrwało naprawdę dużo prasłowiańskich wierzeń. Owszem, przez wieki zostały one zmienione, w części zapomniane i dostosowane do wymogów kultury chrześcijańskiej. Ale czy to źle? Naszym zdaniem absolutnie nie. Właśnie w kulturze ludowej powinniśmy szukać inspiracji dla współczesnej fantastyki umownie zwanej „słowiańską”. Zamiast sięgać po martwe od dawna wierzenia o których nie wiemy praktycznie nic pewnego, czerpmy z żywych tradycji ludowych. Niech mrucki, stolemy, strzygonie i kłobuki z podań i baśni przeniosą się do współczesnej popkultury.



Czy jest szansa na kolejne "Bestiariusze" - niekoniecznie odnoszące się tylko i wyłącznie do rodzimych wierzeń ludowych?

Pasjonujemy się polską (i słowiańską ) kulturą ludową i uważamy, że jej zgłębianie to temat na długie lata (a właściwie na całe życie). Rodzime podania i wierzenia to nieprzebrana skarbnica tematów do kolejnych albumów. Teraz pracujemy nad drugą częścią „Bestiariusza”, która dotyczyć będzie zjaw, widm i duchów występujących w naszych legendach. To są setki postaci, miejsc i opowieści o nich, każda wyjątkowa i warta przypomnienia. W planach mamy też kilka innych książek stanowiących rozwinięcie i uzupełnienie Bestiariusza. Na razie więc nie planujemy sięgać po wierzenia innych narodów słowiańskich. Jednak nie wykluczamy tego w przyszłości.

Wszystkich zainteresowanych zapraszamy do polubienia nas na :
https://www.facebook.com/BestiariuszSlowianski



Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
SłowianieKsiążki
Skomentuj