O autorze
Bartłomiej Krawczyk, wielbiciel nauki, a w szczególności geologii. Researcher ciekawostek naukowych, którymi uwielbia się dzielić i aktywny bloger.
Fascynują go wulkany, kataklizmy naturalne, najbardziej niedostępne zakątki Ziemi, Kosmos i jego sekrety oraz siła ludzkiego umysłu, która pcha nasz świat
do przodu. Pod adresem wulkanyswiata.blogspot.com prowadzi pierwszy polski popularnonaukowy blog o wulkanach i zjawiskach pokrewnych. Lubi horror i ciężkie brzmienia. Od czasu do czasu będzie zamieszczał recenzje filmowe i muzyczne.

Tęczą islandzkiej muzyki spleceni [wywiad]

Grupa Sigur Ros - muzyczna wizytówka Islandii
Grupa Sigur Ros - muzyczna wizytówka Islandii www.billboard.com
Jaka jest islandzka muzyka? Czym specyficznym się charakteryzuje? Jak wiele o niej wiemy? Na które zespoły/artystów szczególnie warto zwrócić uwagę? O to i o jeszcze kilka spraw związanych z muzyką Islandii zapytałem Dawida Stabika oraz Justynę Wilczyńską, redaktorów portalu muzykaislandzka.pl.


W jaki sposób można scharakteryzować muzykę islandzką? Czy ma ona jakieś cechy charakterystyczne pomijając użycie ojczystego języka w piosenkach?

Dawid Stabik: Od czasu pierwszego przyjazdu na Islandię, zastanawiam się na czym polega ich fenomen. W kraju, gdzie mieszka raptem 300 000 ludzi, który ma właściwie dwa większe miasta i tuzin wiosek, powstało tak wiele genialnych artystów. Tutaj każdy coś tworzy, projektuje, pisze, nie ma żadnych barier w Twojej kreatywności. Podczas Iceland Airwaves Festival w 2010 roku, kiedy to przyjechałem na wyspę po raz pierwszy, zdałem sobie sprawę, że nie byłem na słabym koncercie! Każdy praktycznie lokalny zespół reprezentował niesamowicie ciekawą muzykę. Mam wrażenie, że ta propocja jest mocno zaburzona na korzyść Islandii - nigdzie indziej na świecie nie ma tylu znakomitych artystów.

Justyna Wilczyńska: Dla mnie muzyka islandzka to taka tęcza. Znaleźć w niej można wszystkie kolory, gatunki. Mimo tego, że zespołów jest tutaj sporo, każdy zachowuje oryginalność, co zapewnia naprawdę bogaty wybór dla słuchacza. Jest jednak coś takiego w muzyce komponowanej na tej wyspie, że słuchając, można wyczuć, w jakim miejscu świata te dźwięki się zrodziły. Taki islandzki pierwiastek, jakiś rodzaj magii.

Jakieś świeże wieści z obozu najsłynniejszej Trójcy Muzyki Islandzkiej czyli Sigur Ros, Múm oraz Björk? Kto jeszcze z islandzkich wykonawców dotarł do mainstreamowych mediów i rozgłośni radiowych?

Dawid: Islandzka Święta Trójka - ładnie. Björk za chwilę zaczyna trasę w Stanach Zjednoczonych, biedaczka się naopowiada o tych kosmosach. Krążą plotki o nowym albumie, ale póki co jej syn Sindri dość nieudolnie próbuje zaistnieć w świecie muzyki - ostatni jego koncert przyciągnął całe pięć osób, widać twórczość inspirowana tanim punk-popem to nie najlepszy pomysł. Sigur Rós stali się już tak znani, że aż wstyd powiedzieć, że się ich słucha. Gdzie nie zajrzysz - Sigur Rós. Dziś obejrzałem odcinek The Simpsons, w którym bohaterowie wędrują do Islandii, a w tle słychać utwory zespołu. Poza tym nagrywają album, który mam nadzieję, zachwyci.


Poza trójcą warto wspomnieć o Of Monsters & Men - najbardziej niezrozumiały dla mnie fenomen. Sprzedali ponad 50 tysięcy płyt w Stanach, zagrali na Coachella Festival i zachwycają wszystkich - niebawem wygryzą Świętą Trójkę. Jeśli chodzi o Islandię, to zdecydowanym hitem jest aktualnie grupa Sísý Ey - ich singiel "Ain't Got Nobody" grają dosłownie wszędzie!



Justyna: Z Trójcy Muzyki Islandzkiej - Múm przyjedzie do Polski w październiku. Nie da się pominąć faktu, że w ostatnich latach znany wszem i wobec stał się zespół Of Monsters and Men za sprawą piosenki "Little Talks". W tym roku również dzięki premierze nowej płyty w polskich rozgłośniach usłyszeć można Bloodgroup – mroczny electropopowy kwartet, który bardzo lubi nasz kraj.



Kiedy słucham niektórych wykonawców z Islandii (np. Sólsatfir czy Arstiðir) to zwracam uwagę na fuzję różnych stylów muzycznych. Czy można powiedzieć, że współczesne zespoły islandzkie są eklektyczne?

Dawid: To chyba najlepsze określenie. Najpiękniejszą rzeczą w muzyce islandzkiej jest to, że każdy może ją wykonywać, może robić kilka projektów jednocześnie - a więc grać muzykę klasyczną w Harpie, a po godzinach wydzierać się w spoconym klubie blackmetalowym. Nikt nikogo nie ogranicza, ani nie narzuca mu jakiegoś szablonu. Islandczycy bardzo szanują wolność i kreatywność.



Justyna: Islandzcy wykonawcy chyba nigdy nie zamykają się w konkretnym gatunku. Oni po prostu grają muzykę, a nie poruszają się w jakimś stylu. Znaczącą rolę odgrywa tu fakt, że mają rozległe zainteresowania muzyczne, co sprawia, że ta fuzja gatunków wychodzi naturalnie. Bo czy da się upchnąć do szufladki z jedną etykietką projekt muzyków, którzy na przestrzeni lat tworzyli country, folk, jazz, rock, elektronikę czy współczesną muzykę poważną, a do tego udzielają się w chórach, których w Islandii pod dostatkiem? Toteż szufladkowanie zespołów islandzkich wydaje mi się czymś niewykonalnym.

Jak prężnie rozwija się scena pop-rockowa w Islandii? Na które zespoły/ których wykonawców warto zwrócić uwagę?

Dawid: Podejrzewam, że w tylko w tym miesiącu powstało już kilka ciekawych projektów. Warto obserwować coroczną "Bitwę Młodych Zespołów" (Músíktilraunir) - w przeszłości wygrywały naprawdę znane i cenione dziś grupy na całym świecie. W tym roku zwyciężył duet Vök - przyjemna indie-popowa muzyka, niebawem mają wydać debiutancką epkę. Ponadto polecam zapoznać się z grupą RetRoBot oraz Samaris - notabene zwycięzcy Músíktilraunir z lat ubiegłych oraz 1860 - bardzo ciekawa mieszanka popu i folku.

Justyna: Nowych zespołów w Islandii przybywa jak grzybów po deszczu i to w każdym gatunku, ale myślę, że warto zwrócić uwagę na siedmioosobową formację Hjaltalín. Zaczynali od indie popu, jednak są przykładem niezwykłej ewolucji brzmienia i zaskakują słuchaczy z każdym albumem. Na drugiej płycie wykroczyli poza granice popu - jest więcej soulu i nawiązań do klasyki, pokazują o wiele bardziej rozbudowane brzmienie. Za to na ostatnim, trzecim krążku upewniają słuchacza, że określić ich jednym słowem się po prostu nie da. Chyba nikt nie spodziewał się, że Hjaltalín na "Enter 4" zwróci się w stronę mrocznych klimatów, balansując z gracją na pograniczu popu i subtelnej elektroniki.



Jakie zespoły poleciłbyś/-abyś dla miłośników ciężkich metalowych brzmień? Czy muzyka metalowa jest popularna w Islandii?

Dawid: Oj, to zupełnie nie moja bajka. Kojarzę jedynie zespół Muck, bo wszyscy o nich mówią, Swords of Chaos oraz In The Company Of Men - zajęli drugie miejsce w "Bitwie Młodych Zespołów".

Justyna: Gdy mowa o islandzkim metalu, pierwszym zespołem, który zawsze przychodzi mi na myśl, jest Sólstafir. Kolejnym jest DIMMA, który zaintrygował mnie swoim ubiegłorocznym albumem "Myrkraverk". Na brak zainteresowania muzyką metalową w Islandii narzekać nie można. Co roku na trzy lipcowe noce stolicą ciężkich brzmień staje się Neskaupstaður na wschodnim wybrzeżu – od 2005 roku odbywa się tam festiwal Eistnaflug.



A co ze sceną indie rockową, electro, ambientową, hip-hopową czy neo-folkową? Których zespołów/projektów z tych ‘szuflad’ warto posłuchać?

Dawid: Osobiście polecam przesłuchać Samaris - rewelacyjne trio grające elektronikę do tekstów starych, islandzkich sag. Ich zeszłoroczna epka zdobyła moje serce kompletnie. GusGus to mistrzowie tanecznych brzmień, Sykur to energetyczna dawna elektroniki, Thorunn Antonia delikatnie romansuje z latami 80-tymi, a Berndsen to taki łobuz ze starą duszą - wszyscy godni polecenia. Z delikatniejszych brzmień zdecydowanie Pascal Pinon, hipsterskie siostry grające na wszystkim, Ólöf Arnalds - królowa folku, jej kuzyna Olafura Arnaldsa - mistrza łączenia klasyki i współczesnych brzmień, a jeśli bliskie są Ci klimaty Current 93 i Nicka Cave'a to posłuchaj Burkney Jack'a. Jest jeszcze Hjaltalín, który podbija serca ostatnim albumem. Polecam zajrzeć na nasze podsumowanie roku 2012, znaleźć można rewelacyjne albumy:

http://www.muzykaislandzka.pl/web/2013/01/22/najlepsze-islandzkie-albumy-2012/

Justyna: Z projektów neo-folkowych polecam Árstíðir. Potrafią zaczarować atmosferą swoich utworów, a grane na żywo "Shades" i "Tárin" są w stanie doprowadzić słuchacza do katharsis. Jeśli chodzi o elektronikę, to absolutnie wart polecenia jest duet Legend. W ubiegłym roku wydał debiutancką płytę ze swoimi mrocznymi dźwiękami oscylującymi gdzieś w granicach dark wave. Wspomnieć należy, że tworzą go muzycy, którzy mają już renomę na reykjavickiej scenie. Ich koncerty to prawdziwa uczta audio-wizualna.



Kto wspiera zespoły islandzkie na wyspie? Jak wygląda islandzka prasa muzyczna? W jaki sposób zespoły islandzkie są promowane na świecie?

Dawid: Islandzka prasa muzyczna jako taka funkcjonuje średnio, zwykle o muzyce piszą lokalne dzienniki oraz anglojęzyczny dwutygodnik Grapevine. Większość informacji można znaleźć w internecie - bardzo ciekawie pisze portal www.icelandmusic.is. Najlepszą promocją dla zespołów jest ich pochodzenie - o wiele bardziej przyciąga ludzi na koncert grupa z Islandii niż z np. Szwajcarii. Wiem z doświadczenia.



Justyna: Niedawno został założony Fundusz Eksportu Muzyki Islandzkiej na Wyspie. Zatem artyści nareszcie mogą ubiegać się o granty na odbywanie tras koncertowych. I to bardzo cieszy, bowiem zazwyczaj największym problemem w rozpoczęciu międzynarodowej kariery są właśnie bariery finansowe, nie do przełamania dla młodych zespołów. Islandczycy na szczęście odkryli bardzo ważną zależność – jeśli dadzą szansę zaprezentowania się szerszej publiczności swoim zespołom, zareklamują swój kraj w wartościowy i poruszający sposób. A nie jest rzadkością, że turyści pojawiają się w Islandii właśnie z powodu muzyki.

Które festiwale muzyczne w Islandii warto odwiedzić? Jak często mają miejsce koncerty muzyczne np. w Reykjaviku?

Dawid: Islandia to taki jeden wielki festiwal. W ciągu roku odbywa się to ok. 40 przeróżnych mniejszych i większych eventów, co na 300-tysięczne państwo to chyba sporo. Do najważniejszych na pewno należy Iceland Airwaves Festival - mam szczególny sentyment do tego wydarzenia, gdyż moja pierwsza wyprawa na Islandię w 2010 roku była mocno związana właśnie z Iceland Airwaves. To najlepszy festiwal, na jakim byłem - nigdzie nie znajdzie się tyle magii, co podczas tych czterech dni w październiku. Koncerty od rana do nocy, wówczas nawet poczta przestaje być pocztą, a zamienia się w miejsce koncertu rockowego zespołu, a lokalny basen przeistacza się w elektro-imprezę! Warto wymienić też Reykjavik Music Mess, Sónar Reykjavik, Lunga, Extreme Chill, Melodica Festival, I never went south czy też All Tomorrow's Parties, który odbędzie się w przyszłym miesiącu po raz pierwszy. Była baza NATO w Keflaviku zamieni się na dwa dni w prawdziwe święto muzyki!

Justyna: Liczba festiwali muzycznych rośnie proporcjonalnie do ilości zespołów, które powstają na Islandii. Zdecydowanie najważniejszym i najbardziej obfitym muzycznym świętem jest listopadowy Iceland Airwaves w Reykjavíku. Ponadto na uwagę zasługuje wielkanocny darmowy Aldrei Fór Ég Suður w Fjordach Zachodnich, który można również śledzić przez Internet. Jeśli jest się zorientowanym w życiu kulturalnym stolicy Islandii, to można każdego wieczoru wybrać się na jakiś koncert. Dzieje się tutaj bardzo wiele, a weekendy stoją pod znakiem sporej ilości darmowych występów w klubach.



Czy są jakieś instrumenty muzyczne specyficzne tylko i wyłącznie dla islandzkiej muzyki? Jeśli tak, to jakie?

Dawid: Wśród islandzkich artystów współczesnych nie doszukałem się typowo regionalnych instrumentów. Wiem o istnieniu "langspil" i "fidhla", wyrabiane i używane w XVIII i XIX wieku. Jeśli odwiedzi się festiwal koncentrujący się na historii muzyki nordyckiej, z pewnością można spotkać ludzi, którzy nadal grają na tych dość zapomnianych instrumentach.

Justyna: Nie odniosłam wrażenia, że muzycy islandzcy, grający muzykę rozrywkową, wykorzystują jakieś specyficzne instrumenty. Odważnie korzystają z sekcji smyczkowych czy dętych (jak np. Valdimar). Aczkolwiek muszę przyznać, że jakoś nigdy wcześniej nie rzuciła mi się w oczy na scenie elektryczna mandolina, póki nie zostałam nią zaczarowana na koncercie indie folkowego 1860 – godny polecenia zespół.

Jaka będzie według was przyszłość islandzkiej muzyki? Czy jej ekspansja światowa jest nieunikniona?

Dawid: Islandzka muzyka jest po prostu dobra, więc jest skazana na sukces. Zwłaszcza, jeśli jeszcze do tego dołożymy szczyptę magii i niesamowitą aurę tej wyspy. Islandia jest bardzo modna, to już chyba nie jest tajemnicą - wszyscy chcą tu przyjechać, nagrywać, koncertować, czerpać i inspirować się. Tak samo wygląda sytuacja z islandzkimi artystami - chociażby w Polsce w ostatnich miesiącach zagrało/zagra ich kilkunastu: Sóley, Ólafur Arnalds, Emiliana Torrini, Árstíðir, Retro Stefson, Halla Norðfjörð, Bloodgroup, Gus Gus, Sigur Rós czy Múm w październiku. Ekspansja na Europę i świat już się zaczęła jakiś czas temu.



Justyna: Ze względu na to, że muzyka z Islandii prezentuje dobry poziom i słabych artystów na świat nie wydaje, jej przyszłość maluje się w zdecydowanie jasnych barwach. Patrząc po ilości występów islandzkich artystów poza granicami ich kraju, nasuwa się wniosek, że zdecydowanie ludzie chcą ich słuchać. To dobrze, że i jedna, i druga strona jest tak entuzjastycznie do tego nastawiona.

Warto zaglądać po najświeższe informacje: http://www.muzykaislandzka.pl/web/

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...